Polecane Strony:

arturbukowski.pl - usługi księgowe Poznań
alltech24.pl - alltech
ntadwokaci.pl - porady prawne Kraków
tioman.pl - znaki drogowe
bellmed.pl - ginekolog Krakow
Zapraszamy.
A A A

Serce Kory - baletnicy

 

 

 

Baletnicą była, kochało ją raz na tydzień kilkuset ludzi. Nawet kobiety i dzieci. A kilkunastu ludzi kochało ją stale. Ogółem było tych stałych więcej... ale z czasem pozabijało się bractwo. Bo była równie niemiłosierna, jak piękna. Nazywała się Kora.
Taka niewiasta robi w mieście dużo ruchu i życia. Jest „dodatnim czynnikiem" po prostu... mimo wszystko, co mówią na ten temat poważniejsze ma-trony. Kora, Kora się nazywała.
Oprócz tego miała także (głównie na afiszu) nazwisko rodowe, którego jednak nikt nie mógł wymowie i które było zresztą tak nierealne, jak wszystkie rzeczy w teatrze. 1 miała znacznie już realniejsze brylanty od różnych żyjących i przedwcześnie zgasłych dżentelmenów, także willę za miastem, papiery w banku, talent w nogach i łasi noi leasł — masę wierszy od różnych poetów z wąsami i bez wąsów.
Bo wiersze pisali o niej, przeciw niej i dla niej. I nie tylko to. Truli, strzelali, kradli... Karyerę dla niej robili, wyścigi wygrywali... Wogóle była stymulansem, natchnieniem, biczem, ogniem...
Co do wierszy, robił je obecnie ośmnastoletni chłopak — zresztą wcale porządny i z dobrej rodziny.
Wiersze o niej — na razie. To pierwsze stadyum. Wiersze-wybuchy, wiersze-oświadczenia... Dla siebie, — dlatego, że kochał. Kora odczytywała je niekiedy publicznie, (kiedy chłopaka nie było w salonie). Pisał więc... przecie dla niej... ale nie wiedząc o tem. Wogóle... miał ośmnaście lat. Nazywał się Maryusz.
1 był drugi, nazwiskiem Ryszard, który mógł się tem jedynie pochlubić, że go wydziedziczono — dla niej. 1 był trzeci, nazwiskiem Karol, który dla niej zgłupiał, bo niegdyś rokował wcale piękne nadzieje, ale kiedy poznał Korę, stracił wszystkie myśli, prócz jednej. 1 był czwarty, nazwiskiem Gustaw, który — chociaż syn chłopski — dla Kory został ministrem. I piąty, nazwiskiem Teofil, który niegdyś podobno mówił... a obecnie tylko na Korę patrzył i patrzył. 1 szósty, nazwiskiem Artur, który przez Korę stał się największym wynalazcą tego par excellence technicznego stulecia.
Było ich i więcej... ale tych sześciu, to sztab generalny, — minimum, bez którego salon Kory nie miałby fizyognomii (a niniejsze opowiadanie nie miałoby sensu).
Artur był z powołania technikiem. Miał wobec tego blond włosy i niebieskie oczy. 1 mimo miłości, nie zapomniał, że jest technikiem. Tak głęboko i mocno tkwiło w nim powołanie, (które jest zresztą może kwestya pigmentu).
1 rzekł do siebie razu pewnego, zbudziwszy się nagle o trzeciej zrana:
— o czem to ja?... Aha, prawda: myślałem we śnie o tej niewątpliwej, a dotychczas jakoś technicznie nie zużytkowanej sile, która jest w... biciu ludzkiego serca. O tem śniło mi się... Właściwie cierpię nieświadomie od dłuższego czasu z powodu tego absurdu, że — kocham. Poco? Poco? Jeżeli wszelka czynność serca, przechodząca miarę najkonieczniejszą do życia... jeżeli np. kochanie jest wogóle zbytkiem, marnotrawstwem, to tem bardziej kochanie bez wzajemności, jak w tym przypadku, jak w moim przypadku. Co zrobić z tą nadwyżką? Czy nie dałaby się ona zamienić jakoś w ruch, w głos, w światło? Ale jak? Jak?

Strony: 1 2 3 4 5 Następna »